Poranny rozruch 3 minuty przed myciem

Rano zawsze czasu mamy za mało, choćby budzik zadzwonił przed wyznaczoną godziną. A jednak mimo pośpiechu i alarmów „nie zdążę” w głowie – musisz wygospodarować przynajmniej 3 minuty na poranny rozruch. Pozytywne skutki dla zdrowia przyjdą później, od zaraz lepszy wyda ci się smak każdego kolejnego dnia, w którym dzięki kilku prostym ćwiczeniom udało ci się pokonać lenia w sobie.

Zakładam, że masz swoje lata i nie uprawiałaś/eś nigdy sportu wyczynowo, co najwyżej rekreacyjnie i dawno temu. Że nie pójdziesz na siłownię, choćby obawiając się komentarzy ćwiczących tam kulturystów. Cóż pozostało, przynajmniej na początek, jeśli nie chcesz zramoleć do szczętu?

Podobnych prostych ćwiczeń można sobie przypomnieć i znaleźć w internecie sporo. Najważniejsze – jeśli mają służyć jako poranny rozruch dla niewysportowanego organizmu – by „nie przedobrzyć”, nie przesadzić – na początku zwłaszcza – z intensywnością ćwiczeń i stopniem ich trudności. Mistrzami olimpijskimi raczej już nie zostaniemy (no, może w brydżu), chodzi dokładnie o to, o czym mówi tytuł: o poranny rozruch.

Rozruch to muszą być ćwiczenia proste i łatwe, by nawet najbardziej zastane mięśnie nie zareagowały bolesnym protestem.

Na przykład takie:

  • Wyciągamy ręce przed siebie, potem w bok, wreszcie do góry; powtarzamy.
  • Wyciągniętymi w bok, wyprostowanymi rękami (równocześnie oboma) zataczamy niewielkie kręgi – obojętne do przodu, do tyłu czy (najlepiej) na zmianę.
  • To samo, ale kręgi większe i jakby przesunięte w fazie, by zmusić do ruchu także biodra.
  • Próbujemy zaklaskać, trzymając dłonie za sobą.
  • „Pajacyki” – podskakując lądujemy na nogach raz w rozkroku, raz przy sobie. W trakcie skoku klaszczemy nad głową.
  • Przysiady, skłony.
  • „Rowerek” – leżąc na plecach kręcimy nogami.
  • Leżąc na brzuchu, równocześnie sięgamy jak najdalej lewą ręką i prawą nogą, a potem prawą ręką i lewą nogą – dobre ćwiczenie na część lędźwiową kręgosłupa.